czwartek, 16 listopada 2017 0 komentarze

Dla wszystkich panów z imperium tchórzostwa :)

środa, 15 listopada 2017 0 komentarze

it's possible

To taki moment, do którego udało mi dotrwać, dotrzeć. Niezłomnie wierząc, że zaistnieje na horyzoncie, narodzi się, wydarzy. Wiele przeszłam... Całą kaskadę rozczarowań oraz lawinę takiego głęboko ludzkiego cierpienia, odrzucenia. Ja też oczywiście rozczarowałam i zdałam cierpienie - sobie i innym. Zapewne potrzebnie. 

Ryjąc swą niewyparzoną twarzą po betonie, nieustannie podnosiłam  wzrok i nieustannie dostrzegałam bezcenną szansę. To naprawdę wyczyn! Niezłomnie wierzyłam, że wszelkie trudności jakie samodzielnie spłodziłam, w które się naiwnie wplątałam w danym momencie stawały się tym, czego dokładnie potrzebowałam w danej sekundzie, chwili, momencie. Pokonywałam je, (miałam czasem wrażenie, że cała utytłana w świeżej, własnej krwi i morzu łez, poraniona i poharatana). A jednak! przełamując najtrudniejsze fale wykonywałam kolejny krok naprzód.
 
Jedyne, najgorsze nieszczęście, absolutna tragedia i agonia nastaje wtedy, gdy cierpimy i niczego się przy tym nie uczymy

Do jakiego momentu wytrwałam w wierze i nieocenionej, nieopisanej, najpiękniejszej naiwności? 

Takiego, w którym pokonałam potężną sumę swych największych lęków przed dotykiem mężczyzny. Do chwili, w której absolutnie nieskrępowana rzucam się mu na szyję. W której dotykam jego twarzy i patrzę głęboko w oczy.

Życie za rzadko jest wspaniałe. 

Tymczasem Helen Mirren podpowiada mi, abym zwracając się ku przykrej przeszłości i jej zawartości zdecydowanie częściej używała zwrotu 'pierdol się'

poniedziałek, 16 października 2017 0 komentarze

Wskazany wstyd

Potrzeba w życiu namacalnego trzęsienia gruntu i rozpadu swojego prywatnego DOBRA, zdezelowania szlachetnego spokoju by wreszcie POJĄĆ, co jest najważniejsze. Nade wszystko DOCENIĆ obecność, działanie.

Jakże należy! odejść od nieodpowiednich ludzi, przestać wplątywać się w niewłaściwe sytuacje i opuścić nieprawidłowe myśli. O sobie, o innych, o świecie (...) Kiedy otworzymy te może i zmęczone już oczy, uchylimy może i zmaltretowany rozczarowaniem umysł i swe naiwne (aczkolwiek nie zgorzkniałe!) serce... na naszej drodze powstaną ludzie, którzy są czystą inspiracją, dzięki którym na nowo zapragniemy budować swój świat.
Proszę państwa. Nigdy się nie poddajemy. Otwieramy, naprawiamy, uczymy się i poddajemy progresji z kolejnymi, nowymi błędami. Jak to mówią? Nic nie dzieje się bez przyczyny. Jedziemy z tym życiem, z tym światem,  z ich jakością.
I coś o tym poczuciu wstydu. Od tego zawsze warto zaczynać nowy etap, otwierać nowe drzwi, zapisywać nowy rozdział. Od czego? Ano nie warto marnować bezcennego czasu na żal - żal, który uzbrajany w sobie, nie wnosi nic dobrego, nic nie zmienia już, nic nie przywróci, nic nam nie odda w naszym skrajnie krótkim życiu. Pozwólmy sobie na złość, ale taką ograniczoną w czasie, która nie zadzierzgnie podstępnej liny na naszym karku i nie udusi rozżaleniem. 
Przynosimy zawód ufającym i oni zawodzą nas - boimy się tychże momentów, emocji - słusznie! Nie wstydźmy się łez, własnego - emocjonalnego nokautu, bycia na deskach życia. Zdarza się najlepszym! Nie wstydźmy się głęboko przeżywanego bólu, trudnych pożegnań. Największa pomyłka w osobistej lokalizacji nadziei to nie zawsze wstyd! Chodzi o to, by sobie samemu i innym pomyłkę wpuścić w wybaczenie.




 
;