poniedziałek, 26 grudnia 2016 2 komentarze

Fenix w barwie blond. Do tego piekelnie zgrabny!

Kiedy z Nią rozmawiam (a rozmawiam naprawdę sporo!) zdarza się jej odwrócić brodę, czoło, kawałek zgrabnego policzka a nade wszystko wzrok ku potężnej szybie. Zdarza się, że dostrzegam wówczas jak po Jej skórze spływa bolesna chociaż bezbarwna dla świata łza. Tylko ona wie, że ta łza nosi barwę nieznośnie świeżej krwi po zamordowanej relacji, powinna już zaschnąć. 

Ona krwawi od wielu miesięcy, a może od wielu lat? Największe rany zadał mężczyzna pudrując rzeczywistość według własnej osi. Być może społeczeństwo dało mu przyzwolenie? A może zaledwie to najbliższe otoczenie? Na co? Na morderstwo? Na kłamstwo. Może myślał, że oszuka ‘w drobnostce’, która jednak zdewastowała Jej sferę psyche. Nazwała się niedawno ruiną emocjonalną. On sam nazywał ją inaczej, raczej pieszczotliwie i uroczo – MDS (Moje Duże Szczęście). 

Mówił: nigdy cię nie zostawię.  Twierdził, iż zawsze przy Niej będzie, że nie jest jak inni, że zawsze będzie służył Jej wsparciem i pomocą – swemu szczęściu, jakże dużemu, może największemu! Patetyczne i wyniosłe 'zawsze' zamknęło się w sześciu skromnych latach i przeminęło z porywistym wiatrem. Czy on wie jak szlocha zdruzgotany poziom zaufania? 

Alicja odczuwa jak krótkie jest życie. Potrafi skoncentrować się na tym co najlepszego wniósł do Jej świata mężczyzna rozpoczynający się na 'K'. Bo ofiarował Jej wiele dobrych momentów, wspaniałych przeżyć, które zrodziły wszak... miłość. Alicja odkryła szczęście w tymże skomplikowanym świecie uczuć i wówczas mężczyzna zgasił wszystko ostrym zaniechaniem. Potrzebował zaledwie milisekund, nieznaczącej chwili aby skreślić miłość, bo to była głęboka, prawdziwa miłość. 

Pamiętam Jej piękne zielone buty, które nosi wiosną. Głęboka, żywa zieleń przyciągała mą uwagę i wzrok. Nie mogłam się wówczas nadziwić dlaczego Ona nie grzmi? Dlaczego nie sieje zniszczenia w Jego najbliższym otoczeniu? Dlaczego nie rozkurwi jego podwójnego bytu, który przeszywa marność i tchórzostwo? Z czasem zrozumiałam Jej potężny styl i siłę. Chciała go nienawidzić całym sercem, ale ono ciągle nawołuje do walki o miłość, która wybacza. Pragnie darzyć nienawiścią, ale nadzieja bywa wojownicza. Każdego dnia podejmuje próbę znienawidzenia mężczyzny Jej życia celem ułatwienia i nabrania lekkości bytu. Bywają chwile, w których bezpardonowo nienawidzi swego kochanka, ale potem spotyka go wspomnieniach, snach i marzeniach. 

I zdawać by się mogło, że on – mężczyzna powiedzmy rozpoczynający się na pospolitą literę ‘K’ deportował się po latach do krainy rodzinnego dobrostanu porzucając Swoje Duże Szczęście na skromnym rozdrożu wspólnego jestestwa. Odziedziczyła po nim emocjonalny posag – istne pogorzelisko. Zdawać by się mogło… 

Prawda wygląda z goła inaczej. Mr 'K' ewakuował się bez cienia klasy do jałowej przestrzeni komfortu, w której rozpoczął się proces jego wewnętrznego rozkładu z wyczuwalnym zapachem zgnitych marzeń. Alicja starannie i konsekwentnie liże swoje głębokie rany. Ta kobieta czaruje rzeczywistość w krainie czarów. Ten blond Fenix! czyni w swym życiu kroki nadzwyczajne. Bywają dni kiedy Ala zrywa się z łóżka z szczerym i prawdziwym! uśmiechem. Kobieta, która realnie trzyma się na powierzchni życia ze swoim połamanym sercem. Mogłaby zniszczyć swego oprawcę, ale jest po prostu dobrym człowiekiem – Fenixem! Jej niesamowita siła pozwoliła jej dotrzeć do pokładów świadomości,  iż jest człowiekiem wyjątkowym i bez Niej codzienność każdego człowieka wytraca istotne kolory. Mężczyzna rozpoczynający się na ‘K’ egzystuje w odcieniach szarości. Jego uśmiech maluje sztuczna ironia losu. Stracił wszystko – stracił Alicję z krainy czarów. 

Marnujemy czas, wytrącamy czas, trwonimy kolejne sekundy na zupełnie zbędny szit! Czekanie, milczenie, odliczanie wielowarstwowe zastyganie przelewa człowieczą relację. Ucichnę, zniknę, zamarznę, zdechnę, odetnę, utnę, odejdę i kurwa jeszcze poczekam! Do jutra, może z tydzień, dwa tygodnie, miesiąc  i rok. Zapomnę przy tym, że… przegapiłem wszystko. 

Wkraczam do krainy czarów Alicji i rozmawiam z Nią szczerze. Mówię o swoich obawach, o dosięgającym mnie lęku. Czego się boisz? Pyta wówczas Alicja. Odpowiadam dość cicho ale zdecydowanie: że nie będę już nigdy wszystkim dla… drugiej osoby. A chciałabym. 

Alicja z krainy czarów włożyła masę pracy osobistej i nadludzkiej siły aby poczuć powiew małego, ale prawdziwego szczęścia jakie może nieść zwykły dzień. Zawsze była, jest i będzie cudowną kobietą, mamą, córką, przyjaciółką. Tak jak Ona wie, że znajdzie mnie miłość, tak ja mam pewność, że Alicja stanie się wszystkim dla kogoś. 

W czym tak naprawdę tkwi fenomen Blond Fenixa, którego nie zdeptał mężczyzna na 'K'? Niesamowita Alicja z połamanym sercem potrafi wierzyć! Potrafi schwycić dramat miłosny innej kobiety bez zgorzkniałych rysów. Z niebanalnym ciepłem szepnąć: nie zamykaj się nawet jeśli cię potwornie ktoś, gdzieś, kiedyś skrzywdził. Wpuść do swojego serca człowieka, który cię pojmuje i zachwyca się twoim poczuciem humoru, który spontanicznie wyczuwa twe tętno. Czy on unosi kąciki twych ust? Czy prowokuje eksplozję somatyczną twego ciała spacerując po nim? 

Alicja otworzyła mi niegdyś wrota do krainy czarów, która nie ma nic wspólnego ze strefą komfortu. I tak jak Ona jest dostojnym Blond Fenixem tak ja kurduplem z tendencją, typu: trouble meaker. Dwa różne świat spotkały się w połowie drogi i uśmiechnęły do siebie. Alicja z zaczarowanej, przedziwnej krainy niezmiennie wyciąga do mnie dłonie i szepta niemal zalotnie: oni istnieją… 

W jednej minucie mówił do niej MDS, aby w drugiej mordować bezdusznym odejściem. Mężczyzna rozpoczynający się ‘K’ nigdy nie przeprosił Swego Dużego Szczęścia za tchórzostwo tysiąclecia. Warto jednak pamiętać!, że przeprosiny nie tracą ważności nawet jeśli nadchodzą z opóźnieniem wartym milionów lat świetlnych. Alicja kochała szczerze i prawdziwie jak niewiele jednostek na tym skurwiałym świecie. Warta miłości absolutnej, strachu i podziwu. Alicja z następnej  galaktyki. 

Ostre, bezduszne cięcie tchórzliwego mężczyzny rozpoczynającego się na ‘K’ nie zabiło Alicji. 

Co stało się jednak z nim? Co w życiu czekało/czeka mężczyznę na ‘K’? Ponoć od dawna zadaje sobie pytanie, które niegdyś padło z ust Myśliwskiego: powiedz, czy to jest normalne? Tyle czasu minęło, a wciąż nie mogę sobie poradzić z miłością do ciebie?

niedziela, 4 grudnia 2016 0 komentarze

On umie pisać wiersze...

Zapytaj o milosc po czasie

nie w dzien zakochania
ale posrod szarosci i mgly.

Zapytaj o milosc po drodze przebytej
i po rozstaniu 
i po milczeniu

zapytaj o milosc gdy zgasna wszystkie
swiatla emocji.

Zapytaj
Odpowie.

Bo milosc jesli sie rodzi
to rodzi sie pomimo
wbrew ludzkiej logice zaslugi.

Rodzi sie ciagle przez to co ja zabic chce.
Bo milosc w slabosci sie doskonali 

 "J" 26.11.2016



*

i jeszcze z gwiazdką sentencja
poniżej :) 








czwartek, 1 grudnia 2016 0 komentarze

give me hope



Byłam na lodowisku. Lepiej kręcić piruety na lodzie aniżeli zostać na nim mimowolnie i niespodziewanie. Byłam więc świadomie i z wyboru na lodzie z przyjaciółką. Szalałyśmy jak nieodpowiedzialne dzieci mimo, że mam połamaną stopę. Ja po prostu nie rezygnuję z wyjątkowych planów i celów. Po szaleńczej jeździe figurowej zasiadłam na swej turkusowej kanapie z Ikei, na mych policzkach nadal/jeszcze! krąży zdrowy rumieniec, który dziś jest moim kolegą, niegdyś fobicznym – największym wrogiem i dewastatorem mych marzeń oraz nadziei.  Bo właśnie chciałam napomknąć o nadziei. 

Czym jest wyświechtane zjawisko nadziei? Mimo, iż pojawia się ona w wielu dziełach literackich, w umysłach bohaterów różnorodnych epok, światowych przełomach, w filmach, w poezji, ale i w rozprawkach oraz naukowych hipotezach, to mało o niej wiemy, nie władamy jej merytoryczną definicją, nie znamy jej rzeczywistego składu. Ponoć bywa matką głupich i głupszych, najgłupszych, może naiwnych. Lec natomiast twierdził, że nadzieja umiejętnie odnajduje się w roli kochanki ludzi odważnych. 

Osobiście i znów podążam za słowami Wiesława Łukaszewskiego, który zwraca uwagę, iż nie wiadomo do końca, czym jest nadzieja. Wiadomo natomiast jak brzemienna w skutki potrafi być beznadziejność. 

Czy stan beznadziei, którego można dotknąć, oznacza brak wyjścia? Niemożność kolejnego, jakiegokolwiek ruchu? Co dzieje się wówczas z naszą wolą, myślą, działaniem? Pomyślałam, że chciałabym dać nadzieję człowiekowi, który tak okrutnie jej łaknie. Czy to realne? Czy osoba, która odczuwa całym swoim psychofizycznym ciałem beznadziejność jest/będzie w stanie powstać z osobistych desek dzięki niesieniu pomocy oraz nadziei? Jest i będzie. 

Poznałam mężczyznę, którego cała otaczająca go rzeczywistość społeczna (także bliscy) klasyfikowała w jednostkę posiadającą nawracający epizod depresyjny. Jeśli ktoś śmiał twierdzić, że mężczyzna nie przejawia objawów charakterystycznych dla niskiego nastroju, depresji wówczas niezwłocznie i natychmiast otrzymywał informację, że tenże człowiek maskuje nawracający problem afektywny. Czy tak czynił? Według mnie nie. W sytuacjach, w których miałam bezpośrednią styczność z tym mężczyzną dostrzegałam optymalny nastrój i nadzieję na lepsze. Nigdy nie wykryłam wskazówek diagnostycznych, które mogłyby spychać mężczyznę w zaburzenia nastroju, zespołów depresyjnych. Mogę się oczywiście mylić. 

Nie pomylę się twierdząc, że mężczyzna uzdrawiał się niosąc pomoc innym, niosąc ją mi. Dał mi nadzieję i pozyskał ją sam. To coś najpiękniejszego. Prawda? Chciałabym aby w owym mężczyźnie stopniała rozpacz, ból i rozczarowanie. On nie potrzebuje do tego wielkich czynów, oczekiwań i pragnień. To zaledwie i aż! Wewnętrzna gotowość do uczestniczenia we wszystkim co się wydarza, to bezcenne zaufanie, że podążamy w dobrym kierunku. 

Nawet jeśli coś utraciliśmy, to należy pamiętać, wiedzieć i mieć świadomość, że tam za horyzontem jest jeszcze coś dla nas. Nadzieja powinna być zakotwiczona w rzeczywistości. Po co? Aby nie uczynić z nas zakładników niesfornej poczekalni, męczącej próżni czy natrętnego zawieszenia w jakimś miejscu/osobie, zdarzeniu. Czy wolno wówczas porzucić nadzieję? Odpuścić? Należy! Warto wówczas zerknąć na koszty, które naprawdę bywają niszczące. No i… wypatrywać nowego celu, szansy na horyzoncie. 

ale...

zaczęłam od dewastującego niegdyś rumieńca na mym policzku (a nawet uchu i szyi). Miałam niegdyś nadzieję, że zniknie, przejdzie i nigdy nie powróci. Codziennie w lustrze analizowałam swą problematyczną, bo naczyniową cerę. Marzyłam o innej. Nie potrafiłam docenić swojej. Fokusowałam się na celu, który nie był osadzony w realiach. Kiedy utraciłam wiarę, nadzieję i miłość do siebie wytworzyłam przestrzeń na konstruktywną aktywność i pomyślałam o studiach psychologicznych, o praktyce, o pomaganiu innym w trudzie. Pomagając innym - pomogłam sobie. Przydarzyła mi się fobia społeczna, przydarzyła Ci się depresja? A może to globalna reakcja na jakość życia - level: weak? Przydarzyło nam się uczucie. W życiu nie chodzi jednak co nam się przydarzyło. Meritum stanowi zapytanie: co z tym zrobię?

Nie trać nadziei
 
;