sobota, 6 stycznia 2018 0 komentarze

zbyt wcześnie po za późno


Czego dowiadujemy się za późno?

Nade wszystko zbyt późno dociera do naszej świadomości jak intensywnie używaliśmy, używamy we własnej codzienności słowa ‘muszę’. Musimy skutecznie mordowało chcemy prawda? Ten przymus rozpanoszył się w naszym życiu po samiusieńkie jego brzegi. A co tak naprawdę musimy? Odrobinę. Kiedy dokonamy tego odkrycia wówczas opuszczamy morderczą mieliznę i wpływamy na wody pragnień, po które sięgamy bez kawałka poczucia winy, straty. 

To nie balast przeszłości, nie postawy rodzicielskie, nie wpływ środowiska szkolnego, rówieśniczego przesądzały o ścieżkach -  biegu naszego życia. To moje – wasze zdanie. Samodzielność nie jest łatwym tworem, bo dopuszcza do głosu metodę prób i błędów, skazuje na gorycz porażki i zawodu. Lepiej dowiedzieć się o tym wcześniej. Nie za późno. 

Czy są rzeczy, na które naprawdę jest już za późno? Są. Za późno może być na zrealizowanie kariery sportowca, na odbudowanie związku po jego destrukcji, na odzyskanie zdrowia, urodzenie dziecka. 

Na co nie jest za późno? Na życie niezwyczajne – na życie pełnią tegoż życia, na bezcenną refleksję, na budowanie mostów bliskości – najistotniejszych relacji, na… podążanie za pięknem, spokojem umysłu, harmonią. 

Pisze o nich Sted: Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić. Siebie zachwycić i wszystko w krąg. Wojna to będzie straszna, bo czas nas będzie chciał zniszczyć, lecz nam się uda zachwycić go.

Jest już zbyt późno? Czy nie jest za późno? Żaden dylemat. Wiadomo.

czwartek, 16 listopada 2017 0 komentarze

Dla wszystkich panów z imperium tchórzostwa :)

środa, 15 listopada 2017 0 komentarze

it's possible

To taki moment, do którego udało mi dotrwać, dotrzeć. Niezłomnie wierząc, że zaistnieje na horyzoncie, narodzi się, wydarzy. Wiele przeszłam... Całą kaskadę rozczarowań oraz lawinę takiego głęboko ludzkiego cierpienia, odrzucenia. Ja też oczywiście rozczarowałam i zdałam cierpienie - sobie i innym. Zapewne potrzebnie. 

Ryjąc swą niewyparzoną twarzą po betonie, nieustannie podnosiłam  wzrok i nieustannie dostrzegałam bezcenną szansę. To naprawdę wyczyn! Niezłomnie wierzyłam, że wszelkie trudności jakie samodzielnie spłodziłam, w które się naiwnie wplątałam w danym momencie stawały się tym, czego dokładnie potrzebowałam w danej sekundzie, chwili, momencie. Pokonywałam je, (miałam czasem wrażenie, że cała utytłana w świeżej, własnej krwi i morzu łez, poraniona i poharatana). A jednak! przełamując najtrudniejsze fale wykonywałam kolejny krok naprzód.
 
Jedyne, najgorsze nieszczęście, absolutna tragedia i agonia nastaje wtedy, gdy cierpimy i niczego się przy tym nie uczymy

Do jakiego momentu wytrwałam w wierze i nieocenionej, nieopisanej, najpiękniejszej naiwności? 

Takiego, w którym pokonałam potężną sumę swych największych lęków przed dotykiem mężczyzny. Do chwili, w której absolutnie nieskrępowana rzucam się mu na szyję. W której dotykam jego twarzy i patrzę głęboko w oczy.

Życie za rzadko jest wspaniałe. 

Tymczasem Helen Mirren podpowiada mi, abym zwracając się ku przykrej przeszłości i jej zawartości zdecydowanie częściej używała zwrotu 'pierdol się'

 
;