czwartek, 1 grudnia 2016 0 komentarze

give me hope



Byłam na lodowisku. Lepiej kręcić piruety na lodzie aniżeli zostać na nim mimowolnie i niespodziewanie. Byłam więc świadomie i z wyboru na lodzie z przyjaciółką. Szalałyśmy jak nieodpowiedzialne dzieci mimo, że mam połamaną stopę. Ja po prostu nie rezygnuję z wyjątkowych planów i celów. Po szaleńczej jeździe figurowej zasiadłam na swej turkusowej kanapie z Ikei, na mych policzkach nadal/jeszcze! krąży zdrowy rumieniec, który dziś jest moim kolegą, niegdyś fobicznym – największym wrogiem i dewastatorem mych marzeń oraz nadziei.  Bo właśnie chciałam napomknąć o nadziei. 

Czym jest wyświechtane zjawisko nadziei? Mimo, iż pojawia się ona w wielu dziełach literackich, w umysłach bohaterów różnorodnych epok, światowych przełomach, w filmach, w poezji, ale i w rozprawkach oraz naukowych hipotezach, to mało o niej wiemy, nie władamy jej merytoryczną definicją, nie znamy jej rzeczywistego składu. Ponoć bywa matką głupich i głupszych, najgłupszych, może naiwnych. Lec natomiast twierdził, że nadzieja umiejętnie odnajduje się w roli kochanki ludzi odważnych. 

Osobiście i znów podążam za słowami Wiesława Łukaszewskiego, który zwraca uwagę, iż nie wiadomo do końca, czym jest nadzieja. Wiadomo natomiast jak brzemienna w skutki potrafi być beznadziejność. 

Czy stan beznadziei, którego można dotknąć, oznacza brak wyjścia? Niemożność kolejnego, jakiegokolwiek ruchu? Co dzieje się wówczas z naszą wolą, myślą, działaniem? Pomyślałam, że chciałabym dać nadzieję człowiekowi, który tak okrutnie jej łaknie. Czy to realne? Czy osoba, która odczuwa całym swoim psychofizycznym ciałem beznadziejność jest/będzie w stanie powstać z osobistych desek dzięki niesieniu pomocy oraz nadziei? Jest i będzie. 

Poznałam mężczyznę, którego cała otaczająca go rzeczywistość społeczna (także bliscy) klasyfikowała w jednostkę posiadającą nawracający epizod depresyjny. Jeśli ktoś śmiał twierdzić, że mężczyzna nie przejawia objawów charakterystycznych dla niskiego nastroju, depresji wówczas niezwłocznie i natychmiast otrzymywał informację, że tenże człowiek maskuje nawracający problem afektywny. Czy tak czynił? Według mnie nie. W sytuacjach, w których miałam bezpośrednią styczność z tym mężczyzną dostrzegałam optymalny nastrój i nadzieję na lepsze. Nigdy nie wykryłam wskazówek diagnostycznych, które mogłyby spychać mężczyznę w zaburzenia nastroju, zespołów depresyjnych. Mogę się oczywiście mylić. 

Nie pomylę się twierdząc, że mężczyzna uzdrawiał się niosąc pomoc innym, niosąc ją mi. Dał mi nadzieję i pozyskał ją sam. To coś najpiękniejszego. Prawda? Chciałabym aby w owym mężczyźnie stopniała rozpacz, ból i rozczarowanie. On nie potrzebuje do tego wielkich czynów, oczekiwań i pragnień. To zaledwie i aż! Wewnętrzna gotowość do uczestniczenia we wszystkim co się wydarza, to bezcenne zaufanie, że podążamy w dobrym kierunku. 

Nawet jeśli coś utraciliśmy, to należy pamiętać, wiedzieć i mieć świadomość, że tam za horyzontem jest jeszcze coś dla nas. Nadzieja powinna być zakotwiczona w rzeczywistości. Po co? Aby nie uczynić z nas zakładników niesfornej poczekalni, męczącej próżni czy natrętnego zawieszenia w jakimś miejscu/osobie, zdarzeniu. Czy wolno wówczas porzucić nadzieję? Odpuścić? Należy! Warto wówczas zerknąć na koszty, które naprawdę bywają niszczące. No i… wypatrywać nowego celu, szansy na horyzoncie. 

ale...

zaczęłam od dewastującego niegdyś rumieńca na mym policzku (a nawet uchu i szyi). Miałam niegdyś nadzieję, że zniknie, przejdzie i nigdy nie powróci. Codziennie w lustrze analizowałam swą problematyczną, bo naczyniową cerę. Marzyłam o innej. Nie potrafiłam docenić swojej. Fokusowałam się na celu, który nie był osadzony w realiach. Kiedy utraciłam wiarę, nadzieję i miłość do siebie wytworzyłam przestrzeń na konstruktywną aktywność i pomyślałam o studiach psychologicznych, o praktyce, o pomaganiu innym w trudzie. Pomagając innym - pomogłam sobie. Przydarzyła mi się fobia społeczna, przydarzyła Ci się depresja? A może to globalna reakcja na jakość życia - level: weak? Przydarzyło nam się uczucie. W życiu nie chodzi jednak co nam się przydarzyło. Meritum stanowi zapytanie: co z tym zrobię?

Nie trać nadziei
piątek, 25 listopada 2016 0 komentarze

Pisałam do ciebie w kilogramach łez...


Dopuściłam do swego osobistego i pierwszego rzędu nową? kruchość, taką emocjonalną. Pomyślałby ktoś, że to jakiś wyczyn solidny? Raczej utrudnienie we własnej codzienności. O wiele łatwiej pokrywać się kolejną warstwą odwagi zamoczonej w impecie, o wiele łatwiej być siłaczką na ringu i tylko wyglądać bardziej niewinnie. 

Będąc w czułym uścisku ze swoją kobiecością, seksualnością, wrażliwością stałam się podatna na urazy i wahania potężne, na zranienie. 

Nie potrafiłam klasycznie/spokojnie przygotować się na opuszczenie  naszej specyficznej relacji. Nie żałuje Ciebie w moim życiu. Nigdy nie będę. Nie potrafię jednak, nie chce już Ciebie w mojej przyszłości. Jesteś niedokonanym i zachłannym jutrem, które nieubłaganie wchłonęła dokonana przeszłość. 

Przepraszam Cię najmocniej, z całej siebie, iż nie uwierzyłam…

Nie zmienia to Twej wielkości/wartości. To tylko ja.


Na balkonie dwa trzcinowe krzesła
w kolorze bladoniebieskim

Jest w tym kolorze coś z doskonałości
to dwie furtki do nieba

Wygodnie w nich rozparci rozmawiają oboje leniwie
w łagodnym świetle popołudnia
jak gdyby nic nie zostało zmarnowane
jak gdyby nic nie zostało zadeptane

Ich zdania padają z rzadka jak krople do zmąconej wody
która była kiedyś przezroczysta

(ponownie pani J. Hartwig w swym wierszu Rozmówcy)

poniedziałek, 21 listopada 2016 0 komentarze

to wraca


spokojny i zapatrzony
nie przestawał być gdzie indziej
bo wnętrze jego pełne było obrazów
o których wiedział, że nie znikną
gdyż on sam pragnie ich i przywołuje


choć rozum mówił, że wszystko to na próżno
i że z widma nie będzie żadnej pociechy 


pani J. Hartwig 


To wyjątkowe połączenie, to gra słów, która chwyta mnie za zwoje mózgowe, za mięsień serca i za poczucie winy. Zestawienie wersów, liter , sylab, słów, które wędrują mi po głowie i zachęcają mój umysł, moje dłonie, opuszki mych palców do zapisu. Lubię kiedy poetka strzela mi tak w pysk. Po prostu…


Chciałam powiedzieć, że doceniam Twą siłę, odwagę, prawdę i przyjaźń nawet jeśli  niesie niezależną (jednak) ofiarę i rozczarowanie. Nieważne, że rozminęliśmy się o milisekundę. 

Poznałam dobrego, dzielnego, prawdziwego człowieka. 

A ja? Ja jestem zawodna, taka teraz słaba. Ja.

... nie ostrzegałam? Ostrzegałam.

 
;