środa, 28 czerwca 2017 0 komentarze

Nie Jęczewo, nie Płaczewo. Siłowo!



Mamy lato. W stroju ściśle treningowym opuszczam me mieszkanie i żwawym krokiem wydostaje się na osłonecznioną ulicę w sercu miasta. Za mną kroczy córka, która wybiera się do swego przedszkola. Przejmuje ją Emdżej. Witamy się, ustalamy plan dnia, żegnamy i oddalamy do swych codziennych rzeczywistości. 

Poprawiam na mym ramieniu sportową torbę, zapuszczam muzykę w słuchawkach i zmierzam ku mądrej siłowni, w której cudownie katuje mnie moja trenerka Ania ‘nie narzekaj’ Różycka. Zanim ruszę ku treningowi, spoglądam w niebo, automatycznie mrużę oczy, marszczę czoło w rezultacie wszędobylskiego - czerwcowego słońca, biorę wdech, następnie oddaję wydech i zaczynam dzień. 

Nigdy wcześniej nie uprawiałam tego typu aktywności ruchowej, gardziłam atmosferą siłowni i zalewających ją maszyn. Nooo, ale wszak i ponoć! nawet najfajniejsza, najdłuższa podróż rozpoczyna się od tej decyzji, pierwszego kroku.

Zatem! Wpływam  na nowe wody. Nie są to łatwe momenty, wzbudzają wiele wątpliwości, niepokoju i zalewają w sposób absolutnie negatywny naszą motywację do siłowego start up – u.

Człowiek myśli, że poradzi sobie sam, patrzy na koszty treningu i na ludzi wokół siebie, którzy już solidnie wymiatają na wszelkiego rodzaju sprzętach – istna klęska urodzaju i demotywującej fali. To jak wędrówka we mgle.

Zanim! za zniechęcony nadgarstek chwyciła mnie Ania Różycka miałam już naciągnięty mięsień, który wędruje wzdłuż wewnętrznej części uda i masę błędnych przekonań na temat własnych umiejętności – mobilności i siły. Próbowałam mierzyć się z wyposażeniem siłowni podczas gdy nie panowałam nad ciężarem, pozycją własnego ciała.

Wsparcie, wiedza, doświadczenie! Ani Różyckiej otwiera mi właściwe drzwi do PRAWDZIWEGO i satysfakcjonującego treningu. Uchylając je zobaczyłam swą nadszarpniętą motywację oraz własny potencjał PSYCHOfizyczny. 

Klin na złamane serce? Żaden klin! Żadne łzy. No dobra, jeśli już mówimy o łzach, to weźmy pod mikroskop i uwagę własny POT, który obecnie s t a n o w i płacz własnej tkanki tłuszczowej.

Otoczenia zadało mi pierwsze pytanie: po co to robię? Następnie padło pytanie numer dwa: jak to robię? Naturalnie i z ciekawości.

Największa satysfakcja amatorki w średnim wieku?  

1. Świadomość, że jeden milimetr koryguje całą pozycję, doskonale chroni określoną część ciała, która powinna być absolutnie bezpieczna w danym ćwiczeniu/pozycji.

2. Świadomość prawidłowej pozycji wyjściowej do danego ćwiczenia oraz błędy, które można cudownie minimalizować, eliminować dzięki aktywnej obecności trenera personalnego (Ania wspaniale modeluje!). 


3. Namacalne poczucie adekwatnej do poziomu i możliwości początkującej osoby wytężonej! pracy tych partii mięśni, które mają być aktywizowane w danym ćwiczeniu. Świadomość intencjonalnego ruchu, wysiłku (Anna funduje trening śmierdzący profesjonalizmem i zdrowiem! Po prostu...).

Robię kilka pompek, ale poprawnie. Staram się kontrolować oddech. Robię mniej przysiadów, ale z prawidłowo ściągniętymi łopatkami, napiętym brzuchem i wypiętym prawidłowo (powiedzmy) tyłkiem. Lepiej/gorzej  kontroluję nadgarstki, kostki. Wiem jak rolować spięte punkty w mięśniach. Łapię równowagę dzięki bezcennym wskazówkom Ani – trenerki i wyczuwam własny balans, ciężar ciała. Siłuję się z satysfakcją.

PRAWIDŁOWA TECHNIKA WYKONYWANIA ĆWICZEŃ TO PODSTAWA. Nie ma tu żadnej drogi na skróty. Jeśli wydaje Ci się, że jesteś w stanie samodzielnie mocować się z ciężarami od podstaw, to jesteś w wielkim błędzie i prawdopodobnie szybko zrezygnujesz z regularnych ćwiczeń, możesz sobie zrobić krzywdę i łykać codzienną dawkę demotywacji, monotonii i zabójczych błędów, bólu. 

Ania mnie waży, mierzy, fotografuje i zleca niezbędne badania, wpływa na dietę, negatywne nawyki (nie tylko żywieniowe). Bierze pod uwagę moje indywidualne możliwości i ograniczenia.

Jest zajebistym trenerem, bo… chce być trenerem! I dziś to nade wszystko Ona! powoduje, że raduje mi się psychika na myśl, że wzrasta! mi waga i obwód uda, łapy. Chodzi oczywiście o budowanie tkanki mięśniowej.

Naprawdę WIERZĘ! iż to co teraz wydaje mi się arcytrudne, z biegiem czasu stanie się lekkim prologiem do właściwego treningu. Na moje indywidualne tempo. Nie chcę aby było łatwiej, chcę być silna.


Tekst jest stworzony z pozycji totalnego laika, który rozpoczyna swą siłową przygodę  i pragnie mieć kawał uda dla siebie, silną łapę i moc fizyczną. Ważę prawie 60 kg i czuje, że siła jest kobietą.

Anię Różycką możecie znaleźć na terenie Smart Gym, w sercu Bielska - Białej.

poniedziałek, 19 czerwca 2017 0 komentarze

chciałam się pochwalić :)



Be jedzie po wynik egzaminu
Historię z cbt rozpoczęłam niemal w innej epoce. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Dopiero co weszłam do sali wykładowej i moim oczom ukazał się barwny sweterek Iwki. Jej stopy przywdziały (chyba) soczysto – zielone mokasyny. W tej odległej epoce, wraz z Anną uzupełniłyśmy i dostarczyłyśmy na uniwersytet  komplet mych dokumentów. Przyznaję tu, gdyby nie Ania, nie wystartowałabym w galaktykę psychoterapii.  Nie miałam wiary, że sobie poradzę. 

Be wie, że zdała rewelacyjnie!
Dziś otrzymałam wyniki bardzo ważnego, może najważniejszego egzaminu w całym procesie certyfikacji. Rezultat jakże wymagającego egzaminu napłynął wprost ze stolicy, w śnieżnobiałej kopercie, która swobodnie wylądowała w mych dłoniach, w mych palcach, które wraz z paznokciami w kolorze landrynek pośpiesznie rozdarły jej idealne brzegi. Zdałam. Zdałam perfekcyjnie. I jestem cholernie dumna z własnej wytrwałości, koncentracji, które pozwoliły mi wypełnić obszerny test wiedzą nade wszystko praktyczną, moją osobistą i prawdziwą.

Siadając w średnio wygodnej ławce z 'amerrrykańskim' pół stolikiem, biorąc do ręki plastikowy długopis i rozpoczynając umysłowe manewry na kilkuset pytaniach wiedziałam, że oto decydują się me losy zawodowe. Postanowiłam, że mam ten egzamin wypełnić, zdać samodzielnie. Nie było tam przestrzeni do ściągawek, oszustw i kombinacji. Pomyślałam: jeśli nie zdam, to oznacza, iż nie jestem gotowa do roli psychoterapeuty i powinnam uzupełnić wiedzę teoretyczną i nade wszystko kliniczną.

Postanowiłam zaprzyjaźnić się chociaż ponoć mocować z ciężarami. Wolnymi i nie tylko.  To dopiero i zaledwie wrota do nowej przygody. Myślę, że długotrwałej. Póki co odkrywam słabości swego opakowania i jego zawartości. Dowiedziałam się, jak wiele muszę odmienić w swych dotychczasowych, pozornie zdrowych i bezpiecznych nawykach życiowych, funkcjonalnych. Jak pisał Gałczyński: zachłysnęłam się (akurat treningiem!), jak wodą orzeźwiającą. Żeby było wesoło i młodo i trudno i gorąco. 

Zapoznanie :)
Paradoksy! Poczułam moc we własnej słabości. Nie wybieram się jednak ani do Jęczewa ani do Płaczewa z okazji odrzucenia mej osoby oraz uczuć na lokalne wysypisko śmieci. Wybieram się na Mądrą Siłownię! Wypełnia mnie namacalny! zamiar skatowania własnego tyłka oraz świadomego przekroczenia granic swej wytrzymałości w asyście mego trenera i potu, łez.


Bywaliście kiedyś zderzeniem dla siebie samych? Walczyło w Was stado dzikich lwów? I co nastąpiło później?

Warto przyjąć samego siebie, tak myślę. I to w pierwszej kolejności. Znalazłam w swej emocjonalnej warstwie najistotniejsze odpowiedzi. Zanim je jednak odszukałam, dokopałam się do kluczowych pytań. Czy on mnie kochał? Nie. Odpowiedź brzmi: on cię chciał. Co uczynić? Dopóki nie przyjmę siebie, nie będę w stanie nikomu siebie oddać wraz z mym dotykiem, który wyzwala poziom zaufania. Teraz już wiem. A co zatem! jest przeciwieństwem miłości? Nienawiść? Nie. Przeciwieństwem jest lęk.

Niesłusznie upuszczamy z pokładów naszej pamięci ile jesteśmy warci.







poniedziałek, 10 kwietnia 2017 0 komentarze

Ich punkty widzenia...



Ostatnimi czasy drzwi do mojego gabinetu otwierają w sposób nagminny osoby próbujące poradzić sobie ze świadomością zdrady jaka zaistniała w związku. 

Pojawiają się osoby zdradzone – pogrążane w głębokiej rozpaczy, którą przeplata wściekłość i wypełnia głęboki żal. 

Pukają osoby, które dopuściły się zdrady – pełne lęku, miotające się jeszcze żywo na kawałku poczucia winy i niepewności, niewierności. 

Z uwagi na nawracające zjawisko postanowiłam napisać coś o zdradzaniu a nade wszystko co można czynić PO zaistniałej już zdradzie… 

Zapewne zdrada stanowi zjawisko o bardzo złożonej, wielowarstwowej konstrukcji, którą na dodatek należy dopasować w sposób indywidualny do każdego człowieka, do każdego związku. W przypadku zdrady pojawia się skomplikowana ścieżka przyczyny niewierności oraz niejednoznaczna warstwa jej skutków. Co staje się wówczas najistotniejszym aspektem konstruktywnego przetrwania? Bolesny remanent relacji. Czasami rozpoczyna się on spontanicznie, czasem, często wymaga sięgnięcia po trzecią siłę z zewnątrz w postaci wsparcia terapeutycznego. Jaka jest droga skutecznego uzdrowienia, remanentu? To droga bolesnych, trudnych, najtrudniejszych, ale zawsze rozmów. Tylko rozmowa z partnerem może zaprowadzić relację, związek ku zrozumieniu i pomóc rozwojowo dokopać się do rdzenia – przyczyny oddalenia, zaistniałej zdrady, która stanowi porażkę relacyjną. 

Obowiązkiem partnera, który dotknął zdrady, dopuścił się takiego oddalenia, od niegdyś najbliżej osoby jest wzięcie aktywnego udziału w radzeniu sobie ze zgliszczami jakie prezentuje krajobraz po katastrofie w danej relacji. Czym jest ten aktywny udział? Podjęciem dialogu, który będzie zawierał potężny balast emocjonalny. O ile zdradzający powinien spojrzeć w oczy krzywdzie jakiej dał początek, o tyle zdradzony może zweryfikować sygnały, których nie dostrzegał i próbować zauważyć, podjąć próbę zrozumienia własnych, wspólnych błędów jakie popełniał/partnerzy popełniali w relacji. 

Wszyscy czynimy błędy. Nie wszyscy niestety potrafimy o nich rozmawiać, a to jest często gorsze aniżeli świadomość aktu zdrady. Nie móc pojąć dlaczego ukochany człowiek kłamał i prowadził podwójny byt przez dłuższy lub krótszy etap niby wspólnego życia. Jak ofiara zdrady ma wdrożyć proces wybaczenia jeśli nie rozumie motywów partnera, który zdradził? Jak funkcjonować po katastrofie jeśli nie można dokonać dokładnego przeglądu jej przyczyn? Przecież dialog powinien nieść kluczowe odpowiedzi i bezcenną refleksję dla nadwyrężonej więzi partnerskiej! Niemożność pochylenia się nad genezą zdrady stanowi nieludzki bicz najgorszej przemocy emocjonalnej, bo wyłącznie wspólna oraz indywidualna analiza oddalenia/zdrady daje możliwość uczuciowego remanentu i wewnętrznego uwolnienia od tej wściekłości, niesamowitego bólu i rozczarowania. Rozmowa niesie także ulgę zdradzającemu, pomaga namacalnie obniżyć intensywnie pulsujące odczucie winy, smutku i zawstydzenia, nawet pogardy do siebie samego. Należy tu posiąść odpowiedni pułap odwagi i siły celem zmierzenia się z rolą zdradzonego oraz zdradzającego. Rozmowa podsuwa zrozumienie, prowadzi do odkryć dlaczego ktoś w relacji cierpiał, dlaczego partner nie był w stanie komunikować określonych potrzeb. Dialog obnaża zaistnienie w danej relacji, na pewnym etapie destruktywnych, frustrujących gier. 

TO ROZPOCZĘCIE DIALOGU PROWADZI DO PROCESU ZABLIŹNIENIA JAKŻE GŁEBOKIEJ I BOLESNEJ RANY. Potrzebna staje się wewnętrzna dojrzałość i mądrość partnerów: ze strony zdradzonego – gotowość do wyjścia z roli skrzywdzonej ofiary, która pała siłą obwinienia (zrozumiałą), a ze strony osoby, która dopuściła się zdrady – gotowość do przyjęcia zrozumiałego gniewu osoby zdradzonej. Nie ma takiej konstruktywnej możliwości bez nawiązania dialogu. Torpedując komunikację milczeniem, wyłącznie cichą łzą, której nie towarzyszy słowo,  wytwarzamy widmo relacyjnego rozpadu, które stanowi o wiele bardziej skomplikowany akt aniżeli sama zdrada, bo brzemienny w koszty, które najbardziej boleśnie dzierżą dzieci. 

Nie warto igrać ze zdradą. To, że jest często gęsto najbardziej kusząca na świecie wiemy wszyscy. Kiedy jednak już się wydarzy, kiedy wypłynie na wierzch, wyjdzie na jaw należy podjąć rozmowę, należy i warto poszukiwać zrozumienia z jakim rodzajem zdrady mieliśmy, mamy do czynienia? Warto wiedzieć czy istnieją strategie naprawcze, które można wdrożyć celem ratowania związku.

ZDRADA NIE MUSI STANOWIĆ NIEODWRACALNEJ, TRWAŁEJ SZKODY. UCZYNI JĄ TAKĄ BRAK MOTYWACJI I ODPOWIEDNICH EMOCJI DO PODJĘCIA DIALOGU NA TEMAT PRZYCZYN JEJ ZAISTNIENIA I SKUTKÓW JAKIE NAWARSTWIŁA NA PRZYSZŁOŚĆ


 
;